O autorze
Z wykształcenia jestem inżynierem technologii wody i ścieków. Zarabiam grając, śpiewając i bawiąc ludzi na koncertach. Jestem kociarą i zdeklarowaną Ślązaczką. Lubię robić na drutach, haftować i gotować. Ale co najważniejsze dla mnie, od niedawna jestem najszczęśliwszą na świecie mamą Kuby.

Piosenka Dnia

Rok temu piosenką dnia było bicie serduszka mojego synka. Dzisiaj mija rok od jego przyjścia na świat. To dobra okazja dla mnie aby opowiedzieć o porodzie, który nie był wcale taki straszny.

Przygotowywałam się do porodu, a i tak miałam cesarkę. Na kontrolnej wizycie u mojej pani doktor okazało się, że maluch ma niskie tętno i zdecydowanie odesłała mnie do szpitala ("albo Dziubas Cię teraz odwiezie, albo dzwonię po karetkę!"). Byłam pod ktg do następnego ranka. Potem ordynator zdecydował, że podadzą mi oksytocynę, żeby wywołać skurcze. Dostałam skurczy po 5 godzinach.



W międzyczasie przeanalizowałam mój wcześniej przygotowany plan porodu z położną. Mój organizm i mój syn jednak nie kwapili się do porodu. Kurdupel dalej tętno przy dolnej granicy normy. No i postanowili zgodnie z wcześniejszymi prognozami, że pójdę pod nóż. Miałam te legendarne skurcze przez godzinę i wiem co to za ból! Oddychałam porządnie i ani razu nie jęknęłam - położna towarzysząca mi powiedziała, że rzadko pacjentki są takie grzeczne i uśmiechnięte. Cały czas pamiętałam słowa Kasi Nosowskiej, której położna przy porodzie uświadomiła, że "dzisiaj nie ty jesteś gwiazdą tylko on, dla niego to stresująca sytuacja i będzie jeszcze bardziej się bał jak usłyszy krzyczącą mamę".

Położne były dla mnie bardzo miłe. Ale teraz wiem, że to dzięki mojemu podejściu do nich. Dowcipkowałam, byłam uprzejma, nie narzekałam i nie denerwowałam się. Wiedziałam, że wszystko dobrze się skończy. Jak już leżałam znieczulona na stole, to okazało się, że ktoś przeoczył fakt, że powinnam podpisać zgodę na cesarkę i taka półżywa jeszcze się podpisywałam mając przed sobą kotarę i słysząc już skalpele!

Zobaczyłam Kubę i się rozpłakałam. Nosiłam tego stwora przez 9 miesiecy. Nie wiedziałam jak wygląda i nagle zobaczyłam taką małą istotę. Obcego gościa, na którego wizytę tak długo czekałam i przygotowywałam wszystko dla niego.
Najbardziej przerażającym momentem porodu był ten, kiedy lekarze wyciągnęli go, ale nie było go słychać. Czekanie na ten pierwszy krzyk było najstraszniejszą chwilą.

Na oddziale wszyscy mówili, że jest wyjątkowo ładny, bo nie był pomarszczony, ani siny. Miał 10 pkt apgar. 2390 g i 52 cm. Okruszek. Wyglądał tak zwyczajnie. Nie było w jego ślicznej buzi nic charakterystycznego i na pewno nie odróżniłabym go w tłumie innych noworodków.
Tego wieczora dostałam mmsy z imprez opijających przyjście na świat Kubusia. Pokażę mu je gdy będzie dużo starszy.

Do domu wyszliśmy po trzech sympatycznych dniach. Miałam miłe towarzystwo w pokoju. Byłam tak szczęśliwa, że nie przeszkadzało mi to, że przez pierwszy tydzień nie umiałam sobie umyć nóg i zbyt głośno się śmiać.

Po jakimś czasie zaczęły się zawirowania w nastroju i dopadł mnie baby blues, o którego przeżywanie nigdy bym siebie nie podejrzewała. Ale jakoś sobie z nim sama poradziłam. Wiem, że Kubuś ma tylko mnie i nie mogę sobie pozwolić na depresję. Smutny okres zakończyłam przeprowadzką.

Dzisiaj piekę pierwszy tort w moim życiu.
Jeśli mi wyjdzie to obiecuję wrzucić tutaj zdjęcie.
Trwa ładowanie komentarzy...